|
Written by Rena
|
|
Monday, 08 March 2010 18:49 |
|
Dokładnie rok temu 8 marca zadzwonił telefon że moja konsultacja w Wiedniu może zostać przyśpieszona, jeśli tylko uda się wszystko zorganizować na 10 marca- to mam nowy termin wizyty. Zwolniło sie miejsce i mogłam jechać za inną osobę, która nie była w stanie dotrzeć do Wiednia na zaplanowany dzień. Ja żyłam w oczekiwaniu na koniec miesiąca i z każdym dniem coraz bardziej się denerwowałam ale po tym jednym tel. wszystko potoczyło się szybszym tępem. Mój czas oczekiwania zaskakująco się przyśpieszył .O tym,że mogę w Wiedniu pojawić się o 3 tygodnie wcześniej niż to było uzgodnione, dowiedziałam się w ostatniej chwili i w pierwszym momencie zorganizowanie wyjazdu do Wiednia, w jeden dzień, wydawało się niemożliwe. Największe obawy były związane z moim samopoczuciem. Po ciężkiej infekcji nie zdążyłam jeszcze stanąć na nogi i nabrać sił, taka podróż już na starcie była męcząca.To była niedziela a na wtorek był termin mojej nowej wizyty no i przyszedł wtorek a wraz z nim wyprawa do Wiednia przez Rabkę. Dobrze się stało. Pod koniec marca miałam ten stresujący i męczący dzień już dawno za sobą i w głowie jedno- zostałam zakwalifikowana!!! co to teraz będzie?!!!. Przegrałam też zakład. Założyłam się z Kubą obstawiając, ze jeszcze nie zostanie podjęta ostatecznie decyzja o przeszczepieniu mi płuc a Kuba był przekonany,że nie ma innej opcji, ze w takim stanie w jakim jestem muszą mnie zakwalifikować. Doktor też jeszcze utwierdzał mnie w przekonaniu, że decyzja będzie na tak, ja sama do końca nie wierzyłam w to majac na uwadze inne osoby, które do Wiednia na konsultację wybierały się ponownie. Sama już nie wiem co chciałam usłyszeć, stres i niepewność potęgowały się z każdym przybliżającym mnie do wiedeńskiej kliniki kilometrem. Za dwa dni rocznica od kiedy zaczęłam żyć zupełnie oderwana od wcześniejszego życia. Z zupełnie innymi problemami, innym stresem, strachem i kłębiącymi się nieustannie myślami o tym co mnie czeka ale też nadzieją po stokroć niekończącą się, która utrzymuje mnie przy życiu i nie pozwala zwariować pośród tego wszystkiego co się zdążyło stać i co się dzieje... To już rok. Rok od kiedy odwiedziłam Wiedeń, miejsce w którym obiecano mi uratować moje życie. Miejsce, które mam nadzieje odmieni moje życie na lepsze. Rok od kiedy padły te ważne w moim życiu słowa, które nabiorą jeszcze większego znaczenia gdy się wypełnią.
|
|
Written by Rena
|
|
Tuesday, 02 March 2010 19:15 |
|
Fajne, znalezione. Na chwilę pomogło... na moją chandrę! Jestem rozdrażniona, wściekła i przygnębiona! Chora i smutna! albo smutna bo chora!? Jedno i drugie. Drugie jest wynikiem pierwszego, pierwsze wynika z drugiego! o właśnie!
|
|
|
Written by Rena
|
|
Friday, 05 March 2010 23:28 |
|
Życie jest za krótkie! to nie allegro, gdzie konsekwencją za niewywiązanie się z transakcji, może być tylko wystawienie negatywa;) Życie się zmienia, zaskakuje nas ( tak samo jak drugi człowiek!), jest czasem złośliwe, o ironio! o mój losie! Uśmiechać się?, mieć dobry humor?, być wyrozumiałym?, współczującym i współodczuwającym?, tego od nas się wymaga. Punkt widzenia odmienny od ogółu, który nawet jeśli wie,że coś jest bad, powie, że jest good ale pomyśli że bad, punkt widzenia ze względu na punkt siedzenia, to wyzwanie. Więc ja, to czego nie napiszę tutaj to napiszę w mailu a czego nie napiszę to pomyślę bo lepiej ugryźć się w język! choćby zabolało. Może napiszę ale być może nie albo później. Nadal nie jestem na liście do przeszczepu!!!! Kiedyś pewnie jaśniej na to spojrzę ale dzisiaj nie. Kiedy będę? w swoim czasie. Hm.... Całymi dniami siedzę w domu i nie mam na nic siły ALE jednak żyję. Jestem więc widzę, czuję, myślę i marzę! Każda chwila jest ważna, już wiem! ale czekam na te ważniejsze...
|
|